Długo się zastanawiałam, czy w ogóle pokazać tutaj mój pierwszy wisior. Tak, dobrze przeczytaliście, wisior :)
A zastanawiałam się, ponieważ, po pierwsze, nie wyszło tak, jak tego oczekiwałam, a po drugie, zdjęcie robiłam aparatem w telefonie więc jakość jest, sami wiecie jaka... I nie ze względu na jakość zdjęcia zdecydowałam się owe postarzeć, ale dla samego klimatu :)
Tak więc, kochani, przedstawiam wam mój debiut biżuteryjny.
Mam tremę, bo to u mnie pierwszy tego typu wyrób. Absolutny prototyp, jeszcze bardzo niedoskonały...
Wisior stworzył się praktycznie sam, przed świętami, 'na kolanie', gdzieś pomiędzy myciem okien, odkurzaniem, a ubieraniem choinki. I nie wiem czemu, ale czuję do niego pewien sentyment. Mam wrażenie, że te niedoskonałości tylko dodają mu uroku, nadgryzając go zębem czasu, imitując wiekową pamiątkę...
Podarowałam go mojej mamie, ponieważ, gdy tylko go ujrzała, ja zobaczyłam wzruszenie w jej oczach... Nie nosi go, jedynie trzyma w szkatułce ze 'skarbami' z lat swojej młodości oraz innymi starymi bibelotami, które pamiętają jeszcze czasy mojej prababci, a babci mojej mamy...
Mam nadzieję, że wam również się spodoba...
...a ja i tak jeszcze nad takimi popracuję :)
Pozdrawiam was cieplutko i życzę wspaniałego poniedziałku! :)
Dobrej nocy....
Mariola
______________________________
